Kwietniowy wyjazd do Livigno 2015

29 kwietnia 2015      Kuba Świtalski

Na 6 dni jeżdżenia trafiliśmy na 6 dni słońca. Byliśmy w drugim tygodniu freeski (19-26 kwietnia). Freeski to opcja po sezonie w której płacąc za nocleg, za free dostajemy karnety. Jeżdżenie w tym terminie w bluzach / soft-shellach to normalka. Nawet jeden odważny śmigał w samych boardshortach.

Livigno to świetny spot, w którym może nie znajdziemy 200km tras jak w innych miejscówach w alpach, za to 2 ogromne snowparki, kilka(naście?) mniejszych, dwie poduchy i opór znajomych. Mimo tego, że wyjechaliśmy w 9tkę to na miejscu bawiliśmy się w znacznie większym gronie. Spotkaliśmy lekko licząc 20 znajomych przy czym o połowie nie wiedzieliśmy nawet, że tam jadą. Trasy spoko przygotowane ale to jednak okres kiedy jest nieco cieplej więc twardy śnieg był tylko rano – potem raczej zabawa w snowparkach – na trasach było trochę za miękko do jazdy.

Należy również wspomnieć o knajpce „U Dziada”! Tak naprawdę jej nazwa jest całkiem inna ale jej nie znaliśmy. Podobno dawno temu sprzedawał w niej jedzenie rzekomy starszy Pan – i polewał wszystkim gościom wódkę. Dziada już nie ma ale tradycje pozostały. Pizza w cenie od 4€ – klasyczna, pyszna, włoska. W kolejce do stolika (a kolejki są codziennie) dostajemy porcję mocnego alkoholu żeby nam się nie nudziło, jak się skończy – następna. Po zajęciu miejsca, otrzymujemy aperitif. Gdy już zjemy zamiast rachunku i niezręcznych spojrzeń, że kolejka i goście czekają otrzymujemy kilka dużych wysokoprocentowych flaszek na stół. W naszym wypadku było to blisko 6 litrów. A na rachunku jedynie pizza za czwórkę.

Krótka relacja video poniżej: