Relacja z Leucate 2015

3 października 2015      Kuba Świtalski

Leucate - La franqui

W Leucate byliśmy w drugiej połowie września. Wiało codziennie mimo tego, że na broszurkach w lokalnych kite-sklepach statystyki wiatrowe mówiły, że wrzesień to miesiąc kiedy wieje najmniej w ciągu roku. Po kilku rozmowach z lokalesami dowiedzieliśmy się, że w Leucate i okolicach wieje zawsze – trzeba tylko wiedzieć gdzie. Poznaliśmy wodza lokalnego stowarzyszenia kajtowego i opowiedział nam o wielu spotach.

Pogoda:
We wrześniu jest nadal dość ciepło, chodziliśmy w szortach i t-shirtach za dnia, wieczorem ew. bluza jak wiało na kempingu. Jeżeli chodzi o temperaturę wody, to raczej długa pianka – ja pływałem w 5/4/3 ale spokojnie można było pływać w cieńszej. Ostatniego dnia osłabł wiatr i zaliczyłem nawet pływanie w krótkiej piance 3/2.

W Leucate wieją dwa rodzaje wiatrów:

Tramontana mocny i szkwalisty wiatr z północnego-zachodu.

Marin ciepły i wilgotny wiatr z południowego-wschodu. Zdecydowanie równiejszy i słabszy od tramontany. Często przynosi ze sobą zachmurzenie.

Przez cały nasz wyjazd wiała tramontana, szkwały były dość spore jednak nie przeszkadzały mocno w pływaniu. Trzeba było się wpływać w ten rodzaj wiatru i jest spoko. Mimo tego, że szkwaliło dość mocno, uważam że były to przyjemniejsze szarpnięcia niż nieraz na Półwyspie Helskim. Wiatr dość mocny, największy latawiec jakiego użyliśmy to 12m. Najczęściej 5,7,8 i ew. 9 metrów.

Nocleg:
Kemping La Presquile w La Baraques – bardzo przyjemna miejscówka. Spaliśmy w dwóch mobile-home’ach całkiem fajnie wyposażonych w naprawdę dobrej cenie. 30-50 Euro za domek – w zależności od wielkości (od 4 do 8 osobowych) oraz standardu. Ceny te działają tylko po sezonie – my byliśmy w ostatnim tygodniu działania kempingu. Przez to tłumów nie było a wiatr i temperatura wg. mnie rewelacja. Na kempingu jest basen, trampolina i inne atrakcje. Wszystko w cenie. Jedyna rzecz za którą musieliśmy dopłacić był internet – niestety dosyć drogo – 20€ za tydzień i można podpiąć tylko jedno urządzenie.

Spoty:

La Franqui

La Franqui – Pierwszego dnia wbiliśmy na jeden z najbardziej znanych kite-spotów w Leucate – La Franqui. Jak przyjechaliśmy wiało na duże kajty ale szybko okazało się, że to chwilowa dziura wiatrowa bo moment później już pompowaliśmy małe latawce. Spot składa się z dość dużej kałuży (20-30 kajtów by się spokojnie zmieściło) i morza. Na kałuży spot byłby super gdyby nie niski stan wody – od 5 do 25cm w najgłębszych miejscach sprawiało, że baliśmy się robić tricki które nie były naszymi pewniakami – ryzyko kontuzji przy glebie było zbyt wysokie. Flacik. Wiatr co chwila się zmieniał z 10 do 30 węzłów ale były to raczej płynne zmiany. Bardzo przyjemne pływanko chociaż momentami 12 metrowy latawiec był lekko za duży. Ze względu na płyciznę dominowały skoki przez zenit. Na morzu offshore jednak mimo tego zaraz za plażą robił się niezbyt przyjemny i nieregularny czop, wszędzie głęboko.
Le Baraques

Eola – spot raczej windsurfingowy, fala i mocny wiatr. W górze wiatru wakepark a koło niego super spot z płaską wodą i wąskimi kanałami w których można pływać. Niestety mi nie było dane tam dotrzeć.

La Baraques – Duży spot z płytką wodą 50m-100m od brzegu, dalej głęboko. Na wodzie dość regularny czop – małe falki. Mimo wielu kajtów w powietrzu raczej luźno na wodzie. Wiatr zaskakująco równy jak na tramontane. Miejsca w opór zarówno na plaży jak i na spocie. Było kilka osób uczących się.

Le Baraques - Secret spot

Secret spot koło Le Baraques – to najlepszy spot na jakim pływaliśmy w Leucate. Średniej wielkości zbiornik z głęboką wodą – wiatr off-shore. Idealny flacik. Przy brzegu można było skakać wybijając się z mega płaskiej wody a lądowanie i tak na głębokiej. Na spocie spotkaliśmy wodza jakiegoś lokalnego stowarzyszenia kajtowego. Na początku jak nas zobaczyli (bus 9 osobowy z jednym nadprogramowym pasażerem) powiedzieli nam, że to prywatny spot i nie wolno tu pływać. Po krótkiej rozmowie (oczywiście tylko po Francusku) ustaliliśmy, że wolno pływać max. 4 osoby na spocie. Faktycznie przy brzegu więcej latawców już byłoby ciasno ale w szczytowym momencie nawet 10 osób pływało. Pod koniec dnia wpadło dwóch lokalnych wymiataczy i walili naprawdę syte megaloopy z rotacjami. Tak jak napisałem 4 kajty max do przyjemnego pływania. Dojazd dość trudny.

La PalmeLa Palme – bardzo duży spot z czopem i wodą wszędzie po pas. Głębokość wody idealna jednak to chyba jedyna zaleta tego spotu – przynajmniej przy tramontanie. Dość dużo ludzi na spocie – także uczących się. Zasolenie 2x większe niż na pozostałych spotach. Wiatr był bardzo nieprzyjemny i nierówny. W porównaniu do tego spotu na pozostałych wiało jak z suszarki. Podobno pod koniec dnia trochę się wyrównało ale ja już byłem w ciuchach. Plaża zbudowana z malutkich i ostrych muszelek. 1/3 naszego teamu wróciła z rozciętymi stopami. Do tego przez ukształtowanie plaży trzeba mocno uważać na latawce bo chwila nieuwagi i kajt odlatywał z zaparkowanej pozycji.

Jedzenie i ceny:
Jedliśmy raczej to co ugotowaliśmy na kempingu korzystając z lokalnych składników. Ceny nieco wyższe niż w Polsce ale bez dramatu. W knajpkach często spotykane hiszpańskie tapas – małe przekąski w przeróżnych formach.

Ludzie:
Raczej mili i uprzejmi chociaż mało pomocni dla osób posługujących się językiem angielskim – „Je ne comprends pas” i cześć. Na szczęście w naszej ekipie była osoba mówiąca po francusku więc nam chętnie udzielali pomocy. Na spocie też raczej kulturalnie. Jedyne miejsce gdzie nasza obecność nie podobała się każdemu to secret spot w Le Baraques.


Leucate to super miejscówka i polecam ją każdemu. W sam raz po sezonie na Helu można poszukać wiatru w cieplejszym klimacie. Przy okazji wrzesień dla Francuzów jest już okresem po sezonie więc ceny (zwłaszcza noclegu) są dużo lepsze w tym okresie.